Akademicy i the Commons

Naprawdę przyziemny ze mnie gość. Czytając cokolwiek akademickiego (wg mojej definicji: każdą publikację w której jedna strona tekstu odsyła cię do co najmniej 250 stronicowej książki autorstwa osoby, o której nigdy nie słyszałeś, a którą musisz przeczytać i internalizować, żeby zrozumieć jak cholernie błyskotliwy jest następny paragraf) czuję nienawiść do autora, tematu i całego systemu bolońskiego, który zmienia mądrych ludzi w kupę bełkoczących copywriterów goniących za “punktami” w monstrualnej wersji PacMana. Jedyny akademik, którego na prawdę lubię (tak, Krzysztofie, to ty – Mateusz jest w rodzinie więc go nie liczę) jest uznany powszechnie za zbyt mało hermetycznego i życzę mu jak najszybszego wylania z roboty. Swiat potrzebuje cię gdzie indziej, chociażby na Ikarii!
Tak się złożyło, że znam też kilku ludzi, którzy mają te śmieczne skróty przed nazwiskiem – prof. Davida Bolliera na przykład – i których tekstów nigdy nie nazwałbym akademickimi – jedynie błyskotliwymi, pouczającymi i czasem mądrymi.
Byłem w zupełnym szoku kiedy zobaczyłem jak wiele tytułów akademickich widniało na liście uczestników podczas the Economics and the Commons. Najwyraźniej organizatorzy też byli nieco zaskoczeni, co mogłem zaobserwować, będąc członkiem ochotniczej “grupy wsparcia”, uzupełniającej niezwykłą drużynę fundacji  H. Boella.
A zaczęło się wszystko 4-5 lat temu, kiedy Elinor Ostrom, Matka nowoczesnych The Commons, zyskała publiczną akceptację dla tego zagadnienia zostając pierwszą w historii noblistką w dziedzinie ekonomii. To otwarło drogę – coraz więcej badaczy i remikserów eksplorowało nowo odkrytą krainę.
Wygląda na to, że ludzie na prawdę postanowili uczynić The Commons powszechnie zaakceptowanym polem wiedzy akademickiej. Hmmm…
To nie była do końca moja bajka – uważam raczej, że ludzie potrzebują wiedzy praktycznej (ze szczyptą meta-świadomości), co jest kilka poziomów poniżej tego co tam powiedziano. Ale spotkałem również ludzi mojego pokroju – praktyków i badaczy stojących mocno na ziemi, udzielających mi mnóstwa pomysłów, kontaktów i wszelkiego wsparcia. Niektórzy byli uczestnikami konferencji, dopiero spotkanymi (często znanymi już wcześniej za pośrednictwem internetu) w Berlinie. Niektórzy byli od H. Boella – wykonując wspaniałą robotę bez żadnych oznak stresu. Jakby ich codziennością było goszczenie 300 ludzi z każdego zakątka świata, ze wszystkich warstw społecznych i utrzymywanie tego wszystkiego w kupie. Nie wiem, może tak właśnie jest…
Jestem pewien, że odebraliście już tony emaili z podziękowaniami – jestem trochę spóżniony, w związku z moim zapaleniem oskrzeli i problemami z łącznością. Ale pozwólcie, że dodam swoje kilka słów dla tych, których zapamiętałem: Heike, Joanny, Tsewanga, Simone, techników, którzy pomogli mi ustawić  CommonoPolis – dzięki za wasze wsparcie. O wiele więcej niż “tylko wykonywanie swoich obowiązków”. Jestem już prawie w Grecji – nasz prom dotrze tam za 7 godzin – i zabiorę was tam w moim sercu. A moja sympatia zostanie przy was.
Tłumaczenie L. Wykurz – dziękuję!
Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with: ,
Posted in Listy z podróży, Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: