Ani statut, ani świata, ani wolnego…

Ładnie podany pomysł, który śledzę (i czytam trudniej dostępne dokumenty podstawowe) od jakiegoś czasu. Teraz zanalizujmy najnowszy folder reklamowy TZM.

Najpierw treść, czyli tak zwany przekaz.

Punkt 6: “Nasza społeczność zapewnia wszystkim swoim członkom wszystko co konieczne do zdrowego, udanego i zrównoważonego życia.”

Kto określa – dla konkretnej osoby – co jej jest “konieczne”? I co, jeśli rzeczy materialne nie wystarczą, żeby ten człowiek był szczęśliwy?
Jak wyglądają zobowiązania wobec nie-członków? Czy autorów pomysłu interesuje w ogóle, co się dzieje poza “Naszą Społecznością”, czy warunkiem objęcia uwagą jest członkostwo?

Punkt 5: Edukacja podstawowa zamiast norm prawnych.

Czyli w szkole uczymy się (bezkrytycznie), że takie-a-takie zachowania są cacy, a inne be.

Kto decyduje o treści tych norm? I o treści całego programu nauczania?

Kto decyduje o ich zmianie, w zależności od kontekstu lokalnego i zmieniającej się sytuacji?

Jak postępować z ludźmi, którzy w wieku największej i bezkrytycznej chłonności nauczyli się norm, które 20 lat później są zanegowane? Nie da się przewidzieć innowacji naukowych, a one mają być podstawą norm społecznych.

Punkt 8: Nauka i technika zastępują politykę i decydują o strukturze i procesach społecznych.

Nie ma mowy o odstąpieniu od modelu naukowego wprowadzonego przez oświeceniową cywilizację Zachodu. Metoda redukcjonistyczna, racjonalistyczne ograniczenie się do mierzalnych faktów i zależności mają posłużyć za narzędzie układania stosunków międzyludzkich.

Wyrzuca to do kosza całą kulturę humanistyczną, która nie jest ani mierzalna, ani technologiczna. Która uznaje, że człowiek, to więcej niż mechanizm, badany i sterowany na poziomie materialnym.

Punkt 4. ” Ogólnie rzecz biorąc, wszyscy chcą i potrzebują tych samych rzeczy.”

A co z duchowością? Co z miłością, nienawiścią, empatią, wiarą i nadzieją? Co z szamanizmem, ascezą, mistycyzmem i filozofią w tysiącu odmian? Dlaczego społeczeństwo ma być budowane wokół potrzeb czysto materialnych, z odrzuceniem PODSTAWY człowieczeństwa, jaką jest duchowość i emocje? I RÓŻNORODNOŚĆ?

Kilka spraw ogólnych:

Nauka (w sensie nauk przyrodniczych i ścisłych) i technika mają dostarczyć (do obowiązkowego stosowania) odpowiedzi na pytanie jak żyć. Jednocześnie jasno i wyraźnie jest powiedziane, że model życia jest “w zasadzie” jednakowy dla wszystkich – i obiektywnie najlepszy. W tym modelu nie bierze się pod uwagę różnorodności ludzi, ich osobistej dynamiki, potrzeb duchowych i zwykłych, codziennych świrów. Sprowadza się więc społeczeństwo i człowieka do mechanizmów, którymi zajmie się technologia.

Brak jest jakichkolwiek wskazówek, co do struktury społecznej. Każdy, kto próbował w praktyce zorganizować jakąkolwiek wspólnotę/społeczność wie, że relacje międzyludzkie, sposoby podejmowania decyzji i rozładowywania napięć są sprawą podstawową. Mogą być takie, albo inne – ale JAKIEŚ muszą być – i to one decydują o trwałości społeczności.
Folder “Wolnego Świata” w ogóle ignoruje tę sprawę, udając, że “nauka i technika” zajmą się wszystkim. Co jest bzdurą, zarówno metodologicznie, jak i z doświadczenia.

W sumie, jak na dokument, który dumnie tytułuje się “Statut Wolnego Świata”, to bardzo biednie – przedstawia świat zindoktrynowanych konsumentów, których główną powinnością jest żyć tak, jak im powiedzą naukowcy i inżynierowie, i nie wysuwać nierealistycznych żądań. I być zadowolonym.

Teraz trochę o formie i strukturze folderu.

Dla analityków języka reklamy i przekazu politycznego, to będzie uczta. Wygląd, forma i treść dokumentu jest jak z obrazka w podręczniku dla neuromarketera – widać gołym okiem ciężką pracę nad każdym szczegółem (kolorystyka, liternictwo, sformułowania i struktury zdań), żeby zwiększyć szanse na zdobycie poparcia (i danych osobowych). Całość analizy przekracza czas (i kompetencje) takiego amatora jak ja, więc tu podaję tylko parę kwiatków – zapraszam fachowców do zainteresowania się tym przypadkiem.

Każdy punkt ma taką sama budowę. Wyrazista ikona z postacią ludzką, tytuł, i dwa akapity (2 do 3 linijek każdy), na nienachalnym różowym tle. Po zaakceptowaniu zmienia się na nienachalne seledynowe – jak najbardziej niekontrowersyjna forma, wywołująca – w założeniu – miłe skojarzenia i chęć klikania na kolejne punkty.

Tytuły 1-4 przekazują treści, które są pozornie oczywiste – ale w ogólnej ceremonialnej formie dokumentu przedstawione są jak normy wyższego rzędu. Są na tyle niekontrowersyjne, że czytelnik nie znajdzie powodu, by się z nimi nie zgodzić.

od punktu 5 tytuły zaczynają się od “Nasza Społeczność” – społeczność co prawda istnieje jedynie w głowach autorów i w żadnym wypadku nie realizuje podanych tu postulatów, ale chodzi o to, żeby wzbudzić pozytywne emocje w czytelniku i zdobyć jego dane (a przy okazji przygotować go na dalsze wspieranie kampanii marketingowej.

Mimo pozornego racjonalizmu przekazu, język folderu jest językiem współczesnej reklamy. Używa zwrotów emocjonalnych, odwołuje się do irracjonalnych skojarzeń i niewypowiedzianych założeń. Cała forma folderu UDAJE dokument prawny, który czytelnik ma wypełnić punkt po punkcie, wyrażając zgodę na każdy z osobna, a następnie podpisując swoimi danymi osobowymi.
Autorzy wykorzystują odruch konsumenta online, który takie dokumenty wypełnia regularnie.
Jednocześnie nie dają możliwości innych, niż tylko CAŁKOWITA zgoda na WSZYSTKIE punkty reklamy. Cytuję: “BŁĄD! Trzeba zgodzić się ze wszystkimi zasadami Statutu by stać się sygnatariuszem.”

W rzeczywistości nie jest to ani statut, ani nie istnieje w realu żadna “Nasza Społeczność”, a cały dokument jest realizacją zasady sprzedaży znanej jako ‘metoda buta w drzwiach’ – dostarczenie klientowi czegoś, na co ten, zmanipulowany, zgodzi się, naciągając nieco swoje przekonania. W rzeczywistości chodzi o to, żeby się zgodził – bo to otwiera drogę do kolejnych nacisków. Polecam znakomita książkę Roberta Cialdiniego “Wywieranie wpływu na ludzi” (np. na wrzuta.pl), analizującą metody manipulacji politycznej i marketingowej – cały przekaz (a w szczególności ten dokument) TZM jest realizacją opisanych tam metod, plus trochę nowszych osiągnięć neuromanipulacji.

Gdyby nie – widoczny gołym okiem – profesjonalizm ‘american style’ w manipulacji, możnaby uznać ten dokument za kolejny fajny, jeśli nawet niedopracowany, pomysł na naprawę świata.
Ale poziom pieniędzy zaangażowanych w ogólnoświatową kampanię marketingową, oraz treści zawarte w mniej reklamowanych dokumentach TZM wskazują, że to jest większy projekt finansowo-polityczny. W żadnym wypadku nie jest niedopracowany – a więc braki i przemilczenia są świadome i celowe. Być może jest to próba budowy nowej siły politycznej metodami neuromarketingu. A to już budzi moją podejrzliwość. Będę się przyglądał. Z bezpiecznej odległości.

Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with:
Posted in Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: