Mamy Anarchii problem…

[Tu jest ten sam tekst w wersji do komentowania na marginesach]

Na poczatku tego (2014) roku korespondowałem z kolegą na temat wyzwań, stojących przed anarchizmem w Polsce. Korespondencja zawisła w próżni, ale podczas mojego wyjazdu na północ, miałem okazję nieco zweryfikować swoje tezy. A po powrocie okazało się, że jest kilka osób, zainteresowanych tematem. Cytuję: “napisz to gdzieś, żeby było z czym dyskutować.”

No więc piszę.

Najpierw — prawie bez zmian — mój list z wiosny 2014 roku.

…teraz sytuacja się zmieniła – ludzie już mają dość; już chcą zmienić porządek – ale z konstruktywnych propozycji dostają tylko coraz bardziej faszyzujące programy uzdrowienia ojczyzny, albo emigrację i neoliberalną alienację.

(…) Poczytaj tekst o Majdanie. Głównym tematem staje się to, jak mamy się odróżniać od innych protestujących – oni nie mają tego problemu, bo mają swój program “pozytywny”. Oni walczą _o_coś_ – i to im daje tożsamość, odróżnialność i ostataecznie wiarygodność. A my (ja się z jednej strony dystansuję, ale przyznaję do tej samej tożsamości) walczymy głównie _przeciw_ – a zapytaj (…) ludzi CO PROPONUJEMY ZAMIAST?

Efekt takiego podejścia jest taki, że ramię w ramię z innymi ruchami – coraz częściej z naszymi naturalnymi przeciwnikami – rozbijamy wspólnego wroga (stary porządek), a potem ludzie idą i realizują program konstruktywny innych ruchów – bo my im nie proponujemy nic konstruktywnego. Oprócz Food Not Bombs.

To jest problem “na zewnątrz”. A teraz problem “do wewnątrz”.

Od kilku lat neonaziści niemiecccy wykupują ziemię w landach wschodnich, pod polską granicą, i zakładają osady. Nie wiem, jak im tam idzie, ale osiedlają się tam, zakładają rodziny, tworzą własne społeczności.

Gdzie masz w Polsce choć jeden skłot rodzinny? Gdzie masz jakichkolwiek aktywnych anarchistów (i nie mówię o wyjazdach na koncerty i zadymy), z rodzinami i dziećmi? Co się dzieje z naszymi ludźmi, gdy kończą studia i poczują się dorośli? Nie mają ani chęci, ani przygotowania, żeby budować stabilne życie w wolnościowej społeczności. Rozglądam się i widzę:

  • Abacki jest wiecznym podróżnikiem. Wędruje po Europie, od skłotu do winobrania, kombinuje z socjalem w Danii, a do Polski wpada na moment. Nie planuje założenia rodziny.
  • Babacka siedzi na zadupiu pod Rzeszowem, bo tam ma starą, ślepą matkę i 6 hektarów. Studiuje zaocznie, jest w ciąży, z partnerem są jedyną dwójką punków w totalnie zapadłej podkarpackiej wsi. Wyrywają się na imprezy, żeby odetchnąć wolnością.
  • Cabacki ożenił się z dziewczyną, która chce stabilizacji. Mają małe dziecko, które wyznacza im oś życia. On ma zawód jak najbardziej mainstreamowy i to on musi utrzymać rodzinę. Kombinują na boku dodatkową działalność i planują założyć porządną kapitalistyczną firmę. Dema, protesty, spokania to dla Cabackiego forma wyjścia z kumplami na mecz, a nie główna działalność.
  • Dabacki działa i organizuje, ale musi z czegoś żyć. Więc od jednego NGOsu do drugiego, od jednego projektu do drugiego. Coraz częściej mówi o wypaleniu, coraz częściej wyjeżdża “bo mam tam pracę”. Nie jest w stanie skupić się na jednym temacie i poprowadzić go chociaż w średnim terminie.

Tak wyglądają NAJBARDZIEJ KONSTRUKTYWNE scenariusze! Ruch jest w tej chwili oparty na młodzieży szkolnej i studenckiej, aktywistach-desperatach, którzy nie mają innego życia i hobbystach — prekariuszach albo zawodowych NGOsowcach, którzy traktują anarchizm jako sposób odreagowania, a nie jako sposób na budowę tkanki społecznej.

Jeżeli nie zaczniemy JUŻ NATYCHMMIAST budować – kosztem naszej własnej wygody i “małej stabilizacji” – środowiska społecznego dla ludzi dorosłych, z rodzinami, to za chwilę nasza baza społeczna skurczy się do nałogowych zadymiarzy, nihilistów i kawiarnianych rewolucjonistów. Bo każdy z oczami, mózgiem i odrobiną chęci na konstruktywne działanie, JUŻ MA coraz więcej możliwości gdzie indziej. Zobacz, jak potężne ilości ludzi zbierają aideologiczne ruchy społecznie, jak kooperatywy spożywcze, Cohabitat, czy Akademia Bosej Stopy. Zobacz z kolei, jak niewiele wystarczy, żeby ludzie gromadzili się przy nas – Food Not Bombs jest przykładem.

Nasze (…) działania pod hasłami No Logo i anarchopozytywizmu zebrały tu w Lublinie grupkę NOWYCH ludzi, którzy COŚ ROBIĄ. Oni realizują zasady anarchistyczne, jednocześnie zakładając ogród w/na kamienicy, kursy językowe, organizując eventy, zasiedlając kolejne pomieszczenia, remontując miejsce, z którego będą korzystać inni, dbając, żeby ten mechanizm, jakim jest dom na Cichej, kręcił się.
Jedyni, których tu nie ma, to anarchiści z FA. Gdzie oni są? Gdzie szukają nowych ludzi do ruchu anarchistycznego? W NGOsach?

(…)

Konstruktywny program, baza ekonomiczna i rozbudowa kadr – to idzie ręka w rękę w anarchopozytywizmie. I to jest jedyna szansa na wyjście z pułapki Majdanu, w której staniemy się mięsem armatnim dla innych ruchów politycznych. Mięsem, w istocie, bardzo pośledniego gatunku.

Teraz, po pół roku, jak to czytam, to z jednej strony widać wyraźnie, że  “sercem gryzłem”. Z drugiej, po rozmowach z ludźmi z Niemiec, Holandii i Norwegii, widzę, że problem nie jest tylko lokalny. Bardzo świeżo pojawił sie nowy głos ze wschodu. Sokrat pisze z więzienia o tym, jak wojna rosyjsko-ukraińska rozbiła jedność “trójcy”: rosyjskiego, ukraińskiego i białoruskiego ruchu antyfaszystowskiego. Jak to bywało już w historii, niedawni towarzysze walk strzelają teraz do siebie – i wcale nie dlatego, że się poróżnili. Po prostu siła przyciągania konstruktywnego (chociaż wrogiego politycznie) programu patriotycznego, wzmocnina propaganda pokazująca na wroga i nazywającą go (zasadniczo słusznie, niezależnie od strony) faszystą, okazała się silniejsza, od negatywnej jedności antyfaszystów. Dla mnie jest to silna przesłanka, aby znów mówić o potrzebie wspólnego konstruktywnego programu – bo to jest znacznie lepsze spoiwo społeczne, niż sam, czysty protest.

Subkultura na własne życzenie.

Anarchy is not for everyone. Frankly, I will be the first one to fight if I see anarchism dominating any society. The level of self-discipline, awareness and integrity, required to be an anarchist (disregarding which specific thread within the movement we mean), make the whole thing a life-long process, not very comfortable and definitively without any guaranteed success. Bardzo stanowczo twierdzę że anarchizm nie jest dla każdego. Cnoty anarchisty, między innymi samodyscyplina, asertywność, empatia, czy ideowość, kształtują się wolno i z trudem; i wcale nie u wszystkich. Dlatego tak cenny jest każdy anarchista, każda anarchistka. Dlatego tak wielką szkodą jest, gdy muszą – z braku propozycji wewnątrz ruchu – szukać sobie miejsca w mainstreamie, żeby rozwijać się jako dorośli. Brak jest anarchistycznych funduszy stypendialnych; brak anarchistycznych sieci nauczania domowego; brak anarchistycznych kooperatyw zarobkowych – brak infrastruktury społecznej, która pozwoliłaby ludziom prowadzić dorosłe życie, pozostając w przyjaznym otoczeniu społecznym i politycznym.

Nie mając – nie tworząc – tego wszystkiego, anarchizm skazuje się na bycie subkulturą. Lekceważoną polityczną “chorobą wieku dziecięcego”, zamiast wartościową drogą politycznego i duchowego rozwoju. Nie tylko nie przyciąga najwartościowszy ludzi z zewnątrz, ale tych, którzy dołączą “wypluwa” wtedy właśnie, gdy są ukształtowani i gotowi do działania. Co za koszmarne marnotrawstwo.

Tradycje stare i nowe

Mamy w tradycji anarchistycznej liczne propozycje działań konstruktywnych, prefiguracyjnych. Oprócz walki z istniejącym systemem, myśliciele anarchistyczni (z moimi ulubionymi: Kropotkinem i Abramowskim) postulowali działanie konstruktywne:, praktyczne, realizujące “pracę organiczną”, tak znienawidzoną przez hurrapatriotycznych nacjonalistów.

W dzisiejszych czasach możemy obserwować, jak długofalowe projekty społeczne, ideowo pokrewne anarchizmowi, wydają owoce. Niedawno swoje dwudziestolecie świętowali meksykańscy Zapatyści, którzy okazali się być najskuteczniejszym oddolnym ruchem autonomicznym ostatnich dekad. Zbudowali własną, unikatową (także ideologicznie) strukturę polityczną, która bardzo skutecznie opiera się zarówno rządowi maksykańskiemu, jak i korporacjom, próbującym rabować bogactwa naturalne tamtych terenów. Zpatystowski model polityczny nie jest zasadniczo anarchistyczny, ale jest na tyle bliski anarchizmowi, że doświadczenia w jego wdrażaniu mogą być bardzo pomocne.

PKK, dominująca partia lewicowa wśród Kurdów, pod wpływem lektur ich lidera, Abdullacha Ocalana, już dawno (w 2005 roku) przyjęła koncepcję ideologiczną podobną do Zapatystów – obie wywodzą się z post-anarchistycznech poglądów Murraya Bookchina.

Najświeższą próbą wzmocnienia nurtu konstruktywnego w anarchizmie jest “Rewolucja Integralna”, zaproponowana przez Katalończyków z Enric’em Duran Giralt, którzy piszą:

Tam gdzie trwa opór, tam jest i nadzieja. Opór wyraża niezgodę na obecną, barbarzyńską rzeczywistość. Należy jednak rozpaczać nad tym, jak wiele energii skupia się na oporze i żądaniu reform, zamiast twórczego przekształcania świata.

Uważamy, że aby skutecznie stawiać opór i – przede wszystkim – pokonać system, musimy sami siebie – jako osoby i jako zbiorowości – zbudować od nowa; musimy stworzyć nowe społeczeństwo.

Jak latarnie, rozświetlone nadzieją na całkowite przekształcenie społeczeństwa, rozmaite procesy społecznej samoorganizacji rodzą się i nabierają energii od dziesiątków lat, a szczególnie ostatnio, w miarę pogłebiania się systemowego kryzysu.

Część z tych inicjatyw jest skoordynowana, lecz w większości przypadków widać znaczne rozdrobnienie i brak podziału pracy między różnymi ruchami i grupami działania. Widać także, jak często odkładamy na później pracę nad rozwojem osobistym i kolektywnym, niezbędnym, aby wywołać oczekiwane przez nas zmiany.

Uważamy że należy stworzyć, w zdecentralizowanej formie, sieć punktów odniesienia, pozwalającą nam pracować nad wspólnymi celami, zachowując zarazem autonomię, oraz budować nas samych i naszą zdolność stawiania oporu.

Ważnym krokiem w tym kierunku będzie stworzenie wspólnej przestrzeni dla rozważań, refleksji i pracy nad konkretnymi formami, jakie przybierze rewolucja.

Jak to ostatnio wyrazili Zapatyści, jest to czas, aby powiedzieć TAK. Aby spotkać się z tymi z nas, którzy

odpowiadają twierdząco na pytanie ‘Czy jest inna droga?’ To, czego potrzebujemy, to odpowiedzi na pytanie następujące poowym TAK: Jak to droga? Jaki nowy świat? Jakie społeczeństwo potrafimy, chcemy, potrzebujemy wyobrazić sobie? Co trzeba zrobić? I z kim?”

Jak widać, potrzeba działania konstruktywnego wzmaga się w całej Europie i na całym świecie. Jest to wyzwanie i szansa dla ruchu anarchistycznego w Polsce. Czy zechcemy je wykorzystać?

 

Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with: ,
Posted in Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: