Chłop(ka) z pistoletem maszynowym cz. 1

female-vietcong-fighter-photographPrzez blisko 35 lat czekałem, aby znów przeczytać fragment książki “Bambusowa Klepsydra“, Wiesława Górnickiego, pisarza niesławnego politycznie, lecz nieodżałowanego literacko. Dzisiaj, dzięki mojemu wielkiemu przyjacielowi-esperantyście, mogę się znów zachwycać kawałkiem świetnej politycznej prozy. I powraca do mnie nostalgicznie pytanie z tamtego lata 1979 roku: “Jak oni mu to puścili?”. 🙂

W kontekście tego, co się dzieje w Rojavie i w Grecji — że wspomnę tylko dwa najbliższe mi przykłady — ten fragment (i następny, który opublikuję niebawem) nabierają bolesnej aktualności. Stają się naglącym ostrzeżeniem dla nas — którzy nie wyciągnęliśmy nauki z cudzej historii. Dziś zaczynamy przeżywać ją sami. Panie i Panowie, witamy w rzeczywistości – dzisiaj i 35 lat temu. Prosimy mocniej zapiąć pasy.


Ani chleb, ani pieniądze, ani lekarstwa nie mają dziś tak uniwersalnych właściwości i tak ogólnoludzkich zastosowań, jak automatyczna broń palna z odpowiednim zapasem amunicji. Pięciostrzałowy karabin w rodzaju mausera 08/15 był jednak bronią zbyt skomplikowaną jak na umiejętności chłopskiej partyzantki. Wymagał znajomości trójkąta błędów, nastawiania celownika, na którym widniały cyfry, uciążliwego pucowania długiej lufy; był nieporęczny, trudny do ukrycia, niewygodny w dżungli.

Tymczasem z automatu potrafi strzelać każdy, nawet dziesięciolatek. Celność strzałów ma mniejsze znaczenie, bo ściana ognia z jednego magazynka przygnie na chwilę do ziemi nawet pluton doborowej piechoty. Broń automatyczną można wyprodukować w dowolnym miejscu świata i wykorzystać z pożytkiem zupełnie gdzie indziej; w ogóle wszędzie, gdzie uda się dowieźć skrzynie z ładunkiem. Nie trzeba do obsługi tej broni długotrwałego szkolenia, znajomości języków obcych, nawet umiejętności czytania i pisania. Posługiwanie się automatem jest czynnością łatwą i prostą, dostępną również dla stuprocentowych analfabetów. Wystarczy wprowadzić nabój do komory zamkowej i nacisnąć język spustu.

Wielki, wspaniały wynalazek. Kto służył w jakimkolwiek wojsku świata, ten na pewno pamięta ów odruch powolnego zginania palca wskazującego prawej ręki i zarazem napinania mięśni lewego przedramienia w celu złagodzenia odrzutu. Po pierwszym strzale ma się to już na zawsze w mięśniach, nerwach i w mózgu.

Nam, w Europie, po trzydziestu latach pokoju, pistolet automatyczny kojarzy się wyłącznie z mundurami regularnych armii. Ale w ciągu tych samych trzydziestu lat na świecie toczyło się ze dwieście wojen wyzwoleńczych, powstań, rebelii i walk partyzanckich, w których automaty zawsze odgrywały rolę najważniejszą.

Automat stał się bronią chłopską, ludową, elementarną tak samo, jak były nią spisy i siekiery. Dał chłopom azjatyckim coś, czego nie mieli przez całą swoją długą historię, a była to przecież historia nieprzeliczonych buntów i desperackich zrywów, prawie zawsze zakończonych klęską; dał im zwielokrotnioną siłę rażenia. Zależnie od pojemności magazynka dwadzieścia cztery albo nawet siedemdziesiąt dwa razy skuteczniejszą niż jedno pchnięcie ostrzem spisy lub jeden cios maczetą. Grzechot nabojów, wrzuconych luzem do kieszeni chłopskiego chałata, jest dziś mniej więcej tym samym, czym było niegdyś w Europie posiadanie osiodłanego konia i dobrze wyostrzonej, sprężystej szabli.

Nie, to jest coś więcej.

Pistolet maszynowy stał się dziś najskuteczniejszym narzędziem przekształcania świata dla tych, którzy mają powody, aby go przekształcać lub bronić, jeśli już został odmieniony zgodnie z ich życzeniem. Stał się najbardziej niezawodnym i w pełni uniwersalnym miernikiem ideologii, władzy, linii politycznej, systemu rządów. Jeżeli w wielu rejonach Wietnamu niemal każdy jadący na rowerze chłop ma przewieszony przez plecy automat, to wnioski, jakie z tego wynikają, są jednoznaczne. Na uzbrojenie ludu może się w Azji zdobyć tylko taka władza, która w codziennym, milczącym plebiscycie uzyskuje wśród podstawowych warstw społecznych aprobatę dla swego postępowania. Masowe posiadanie broni i powszechna umiejętność walki partyzanckiej wykluczają możliwość dłuższego manipulowania liczmanami, weryfikują każdy z osobna punkt każdego programu.

Na kontynencie azjatyckim jest to zjawisko całkowicie nowe, o konsekwencjach trudnych jeszcze do przewidzenia. To się już chyba nigdy nie zmieni. Trzeba to koniecznie brać pod uwagę, kiedy myślimy o bliskiej i dalszej przyszłości.

Rzadko pisuje się o tych sprawach z całą otwartością. Nasze europejskie duszyczki nie wszystko mogłyby strawić, wymogi protokołu i wzgląd na rozsądek w polityce zagranicznej odzierają Azję z prawdziwych barw i dramatów. Nie wiemy prawie nic dokładnego o desperackich powstaniach w Madjunie i Telenganie, o walkach Hukbalahaap na Filipinach, o długotrwałej partyzantce miejskiej, o birmańskiej Białej i Czerwonej Fladze. Ale szczegóły nie są naprawdę najważniejsze. Najważniejsza jest istota tego, co się tam dzieje.

Na dłuższą metę pukanie z automatów jest tu nie powstrzymania, nie do zdławienia, dopóki istnieją przyczyny, dla których chłopi są gotowi pociągnąć za spust. Prędzej czy później leje porosną trawą, dżungla zeżre betonowe schrony, nad górskimi strumieniami zawisną nowe mostki z lian i chłop z pistoletem maszynowym w ręku znów stanie się ostateczną instancją, orzekającą o biegu azjatyckiej historii.

O przyszłości tych trzech miliardów ludzi rozstrzygną tylko cztery czynnik: produkcja ryżu, stopa przyrostu naturalnego, ideologia doprowadzona do postaci elementarnej – i chłop z pistoletem maszynowym. Nic więcej. Nikt więcej.

W tym miejscu świata trzeba opiewać wielkość pistoletu maszynowego. Nie można tego nie czynić, ponieważ od półwiecza, to znaczy od powstania szanghajskiego w 1927 roku, ścierają się tu ze sobą racje tak ostateczne, że nie ma już miejsca na żadne dalsze dyskusje. Nie można pogodzić punktu widzenia tych, którzy uważają za rzecz normalną zapędzanie sześcioletnich dzieci do dwunastogodzinnej pracy w przędzalniach, jak to się do dziś dzieje w wielu krajach tego regionu, z punktem widzenia tych, którzy pragną ten stan rzeczy zmienić przemocą, bez względu na opłacalność lokalnego przemysłu tekstylnego i ewentualną konieczność rozstrzelania właściciela przędzalni. Nie istnieje sposób, aby łagodnie, bez użycia przemocy, metodą samej tylko perswazji, zharmonizować interesy jawajskiego lichwiarza, który na najbliższe pięćdziesiąt lat ma już w kieszeni połowę wsi i przekaże dłużników synowi w spadku, jak domowe bydło, z poglądami tych, którzy sądzą, że jest rzeczą moralnie usprawiedliwioną zbuntowanie chłopów przeciwko lichwiarzowi, choćby miało to doprowadzić do dekapitacji wyzyskiwacza, bez czego zresztą chłop azjatycki nie uwierzy w reformy i zmiany.

Można dowolnie wybierać między odciętą głową obszarnika lub lichwiarza oraz „moralnością sześciuset kalorii dziennie” narzuconą nie przez przyrodę i nie przez samo przeludnienie, lecz przez struktury społeczne, których istnienie jest obrazą dla jakiejkolwiek moralności. Nie jest znana żadna w pełni obiektywna miara, która pozwoliłaby orzec, co jest bliższe człowieczeństwu, a zatem bardziej godne aprobaty: dzielnica dziesięcioletnich prostytutek w Kalkucie, przywożonych wprost ze wsi na resztę życia do cuchnących domów publicznych, czy też zatopienie barek z kilkoma tysiącami szanghajskich prostytutek, wobec których nie powiodły się żadne próby reedukacji. Oba te fakty są w pełni sprawdzalne i każdy może je dla siebie skomentować według własnych kryteriów.

Rozmiary krzywdy i udręki człowieka w tej części świata nie mieszczą się w żadnym opisie, lecz nigdy nie nabierają rozgłosu, dopóki nie doprowadzą do zbrojnego powstania z użyciem pistoletów maszynowych. Wówczas najbardziej interesującą sprawą staje się źródło pochodzenia tych pistoletów, nie zaś przyczyny, które skłoniły plebejuszy do chwycenia za broń. Istnieje około stu książek opisujących piekło ludzkie w Chinach na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych, ale żadna z nich nie zwróciła uwagi wytwornych klerków Zachodu na to, co ich mandatariusze wyprawiają w koncesjach międzynarodowych Szanghaju. Dopiero sukcesy Ósmej Armii zrodziły nagły wylew serdeczności wobec małych, chińskich sierotek, szybko zresztą zamieniony na bojkot trwający przez ćwierć wieku. Istnieje około trzystu książek opisujących powojenne odmiany tego samego piekła w innych częściach Azji, ale nie odwiodło to Francuzów i Amerykanów od interwencji w Wietnamie, ani Anglików od obcinania głów na Malajach.

Wielkość pistoletu maszynowego polega na tym, że z powodu prostej przewagi technicznej powstanie tai-pingów czy zryw szanghajski można było kiedyś zdławić do samego końca, natomiast dziś chłopską partyzantkę można najwyżej przejściowo przygasić.

Mniej więcej od początku stulecia nikt, kto w południowej Azji dostrzegł coś więcej niż palmy i chaty na palach, nie mógł się uwolnić od myślenia w kategoriach ostatecznych wyborów. W tamtych stronach jest się albo moralnym wspólnikiem krzywdzicieli, albo przynajmniej moralnym, jeśli nie politycznym, stronnikiem azjatyckich rewolucji. Prawidłowość ta, niezbyt przecież rozpowszechniona w Europie, gdzie zawsze istniały jakieś boczne wyjścia z dylematów, w Azji nie ominęła nikogo, poczynając od Conrada i Malraux. Wolni od niej byli tylko ludzie pozbawieni mózgu i serca. Takich nigdy nie brakło. I nie brak ich również dziś.

Ciąg dalszy nastąpi…

Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with: ,
Posted in Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: