O Ekonomię Polityczną Rewolucji…

…czyli Gdy Opustoszeją Śmietniki.

W znanym amsterdamskim barze politycznym Joe’s Garage, jednym z ostatnich hardkorowych skłotów w okolicy, trwa impreza benefitowa. Ludzie kupują piwo, częstuja się wegańską karmą, a dodatkowe pieniądze wrzucają do skarbonki na jakiś cel anarchistyczny.

W Grazu, w anarchistycznym klubie Czarna Rzodkiew, ludzie ogladają film i słuchają wykładu. Na koniec puszka na pieniądze przechodzi z rąk do rąk i wraca pełna drobniaków. Kolejny wywrotowy projekt dostanie wsparcie.

Na warszawskim skłocie trwa koncert punkowy. Dochód z wejścia i baru idzie na utrzymanie miejscówki. Ludzie zostawiaja po parę, paręnaście, czasem parędziesiąt złotych.

Przyglądam się im i zastanawiam, skąd płyną te pieniądze. Co ludzie robią, aby mieć te kilka euro czy złotych ponad podstawowe potrzeby, aby móc przeznaczyć je na wsparcie działań, ktore mają zniszczyć świat kapitalizmu, wyzysku i nierówności.

W większości (bardzo chciałbym poznać jakieś badania na ten temat) w ten czy inny sposób żyją z państwa i kapitalizmu. Pracują dorywczo, dostają renty czy zasiłki. Studenci, prekariuszki, początkująca korpokadra, bezrobotni. Bywalcy winobrań, malarze norweskich domów, czasem wspierani przez rodziców. Zawodowi NGOsowcy. Jakoś sobie radzą. Mało kto z nich jest całkiem poza systemem, w ciemnoszarej, czy wręcz czarnej strefie. A z tej mniejszości znikoma część jest zainteresowana rewolucją, ktora zdemolowałaby i ich nisze ekologiczne.

Ekspropriacje, z bronią czy komputerem w ręku (najsłynniejsza zapewne akcja Enrica Durana — około pół miliona Euro uzyskane podstępem od banków i wydane na rozwój spółdzielczości anarchistycznej) czy dyskretnie zachwalana przez Krzysztofa Nawratka zorganizowana guerilla finansowa to wyjątki, podziwiane przez wielu, przyciagające niewielu. Nie znam zaś przypadku, aby ktoś je planowo i z sukcesem powielił.

Faktem jest więc niepodważalnym, że finansowanie ruchów antypaństwowych i antykapitalistycznych pochodzi głównie z udziału stronników rewolucji w mainstreamowej gospodarce i sferze publicznej. Tworzy się więc wcale niejednoznaczna relacja. Barwnie pokazuje ją przytoczona przez N. anegdota (z początków 21 wieku) o niemieckiej radykalnej grupie anarcho-feministycznej, biorącej na potęgę granty rządowe oficjalnie przeznaczając je na dzialalnośc antypaństwową.

Wiele już powiedziano na ten temat, przeważnie w tonie moralizatorskim. Chciałbym odłożyć wartościowanie na bok i skupić się na trzech problemach, ktore rozpatrywanych z punktu widzenia grup radykalnych:

  1. Na ile finansowy freeganizm (czy wręcz dumpster-diving) blokuje rozszerzanie się radykalnych projektów, migrowanie zwolenników z mainstreamu do wnętrza przestrzeni prefiguracyjnej, wychodzenie z programem i aktywizmem poza schemat (i populację) subkultury, w ogólności zaś “podcinanie gałęzi, na której się siedzi”, czyli rzeczywistą dekonstrukcję państwa i kapitalizmu.
  2. Jak mogłyby wyglądać elementy “anarchizmu samofinansującego się”; jaka infrastruktura gospodarcza pozwoliłaby osłabić freegańską zależność od nadwyżek, generowanych przez wrogi system, decydujących o być lub nie być ludzi i inicjatyw.
  3. Jak może wyglądać “mapa drogowa” przemian w ruchach radykalnych, prowadząca w kierunku takiej samodzielności ekonomicznej, ktora pozwoliłaby nie tylko dumnie stwierdzić “o nic was nie będziemy prosić”, ale faktycznie zmniejszyć zależność od strumienia dóbr, usług i pieniędzy pobieranych tędy i owędy z terytorium przeciwnika.

Trzy ważne uwagi:

  • W moich rozważaniach używam pojęcia “rewolucja” i pochodnych jako figury wszelkich projektów zakładających zwalczanie państwa, kapitalizmu, lub obu naraz, oraz zbudowania na ich miejscu nowego porzadku społeczno-ekonomicznego. W żadnym wypadku nie ograniczam tego do planów związanych z przewrotem zbrojnym.
  • Świadomie przedstawiam zjawiska i procesy w postaci analogowej, niezupełnej, z odcieniami — i proszę to uwzględnić. Nie generalizuję, nie stawiam też typu “zawsze/nigdy” itp. Jeśli z powodów stylistycznych używam form kategorycznych, proszę pamiętać o niniejszym zastrzeżeniu.
  • Ten tekst jest zaledwie muśnięciem tematu, obliczonym na wywołanie (merytorycznej, mam nadzieję) dyskusji, badań, a potem być może działań. Nie mam najmniejszych zamiarów, aby temat wyczerpać — zapraszam Czytelniczki i Czytelników do jego rozwijania.

Rewolucja maszeruje na brzuchu

Tak strawestowane słowa księcia Wellington, pogromcy Napoleona, zgrabnie podsumowują sytuację. Rewolucjoniści (i ich mniej radykalne rodzeństwo) maja te same podstawowe potrzeby materialne co reszta ludzkości: jedzenie, odzież, schronienie, transport, łączność, jakaś intoksykacja, jakaś rozrywka, w razie problemów — leczenie lub pomoc prawna.

W kapitalistycznym otoczeniu podstawowym środkiem do zaspokojenia tych potrzeb jest pieniądz. W otoczeniu państwowym — uprawnienia nadane przez państwo. W heterogenicznej rzeczywistości jest to zwykle kombinacja obu, częściowo substytutywnych, środków. Ponieważ państwo ma bardziej podmiotowe podejście sprawy (większość bezpośrednich świadczeń ma charakter indywidualny i nieprzenaszalny), łatwiej jest korzystać z metod kapitalistycznych — zdobywając pieniądze.

Z kolei pieniądze, jak wiadomo, nie biorą się znikąd (ironia!). Pieniądze tworzone są przez banki, w samym sercu kapitalistycznego systemu. Ich dystrybucja i wręcz wymuszane powszechne użycie niosą ze sobą “jedynie słuszny” język, o ktorym Krzysztof Nawratek pisał:

…kapitalizm opiera się na wytwarzaniu hierarchicznych stosunków dominacji i podległości, gwarantowanych przede wszystkim poprzez redukcję sposobów w jakich porozumiewają się (uzasadniają swe istnienie i działanie) aktorzy życia społeczno-gospodarczego do języka opartego na pieniądzu i logiki zysku. Wolny rynek jest tu pewnym abstrakcyjnym konstruktem, który z jednej strony rości sobie prawo do powszechności a z drugiej dokonuje drastycznej redukcji kontekstu.

Im bardziej więc uzależniamy się od kapitalistycznego pieniądza, tym więcej wpuszczamy w swoje życie kapitalistycznego języka; tym mniej mamy miejsca na język opisujący to, co jest poza polem widzenia kapitalizmu. Dzieje się wiec to, o czym pisał Noam Chomsky:  możemy prowadzić dowolnie radykalne dyskusje, ale zakres ich tematów jest ściśle ograniczony — w tym przypadku przez zasięg pojęciowy i strukturę języka.

Bogate społeczeństwa mają pod tym względem nieco łatwiej, jako że ilość czasu i energii, poświęconych przez statystycznego rewolucjonistę na zapewnienie sobie przeżycia, jest w nich znacznie skromniejsza niż przeciętna. Znakomitym przykładem jest tu Norwegia. Rewolucjoniści pracowici mają tu możność zdobycia zatrudnienia, które w trzy miesiące zapewni im środki przetrwania na resztę roku, a w kolejne trzy — na prowadzenie przez pół roku (werbalnej) dzialalności antypaństwowej i antykapitalistycznej na przyzwoitym poziomie. Rewolucjoniści niepracowici maja wciąż do dyspozycji luksusowo zaopatrzone śmietniki i generalnie życzliwo-obojętne społeczeństwo, zawsze chętne nabyć bezcłową wódkę i papierosy.

W mniej zamożnych, ale bardziej “prosocjalnych” społeczeństwach, jak holenderskie, duńskie, czy niemieckie, pojawia się dostęp do różnych benefitów państwowych, jak zasiłki, granty i temu podobne. Są one jeszcze o tyle lepsze od oszczędnej Norwegii, że tubylcy mają wpojone zachowania solidarnościowe i wszelkie akcje zbierania funduszy mają dość duże szanse powodzenia.

Tak czy owak, wykorzystanie pieniądza państwowo-kapitalistycznego jako głownego środka zaspokajania potrzeb powoduje, że rewolucjonista (i jego dzialalność) staje się zależny nawet nie od samego istnienia systemu kapitalizmu i państwa, ale wręcz od jego dobrostanu i “prosocjalnej” skuteczności.

Jesli zaś podmiotem jest organizacja, terytorialna lub nie, to jej wymiana z otoczeniem czyni ją wielce zależną od dobrych relacji (pośrednich i bezpośrednich) z — teoretycznie wrogim — otoczeniem.

Otoczenie, świadomie czy nie, zawsze wyznacza jakoś granice zwojej tolerancji. Ich przekroczenie (zbyt hałasliwe imprezy, zbyt skuteczna dzialalnośc polityczna, zbyt wielki przyrost zwolenników) powoduje zwykle stopniowe pogorszenie relacji, wyrażające się utrudnionym dostępem do świadczeń, ograniczeniem swobody dzialania; słowem, pogorszeniem sprawności energetycznej dzialań rewolucyjnych. Brak alternatywnych środków zaspokojenia potrzeb powoduje przymus utrzymywania się w granicach zdefinowanej przez przeciwnika JEGO strefy komfortu. Inaczej, nałożone sankcje grożą calkowitym odcięciem od zasilania. Jest to metaforyczny lejek — wydostanie sie z niego wymaga nakladu energii na takim poziomie, że trudno jest go — w krótkim horyzoncie czasowym — uzasadnić.

Używanie państwowo-kapitalistycznego pieniądza niesie ze soba jeszcze jeden skutek, szczególnie niszczący dla wszelkiej działalności społecznej. Rolą pieniądza, a szerzej: rynku, jest oderwanie transakcji nabycia dóbr lub świadczenia usługi od relacji społecznej w sensie osobistym. Pieniądz, zapośredniczając wymianę, anonimizuje i alienuje relacje społeczne. Abacki wymienia swoją pracę na pieniądz, który następnie daje Babackiemu za jego pracę. Cała kulturowa otoczka kapitalizmu dba o to, żeby obaj traktowali to jako sposób na uwolnienie się od konieczności utrzymywania wzajemnej relacji społecznej. To jest oczywiście bardzo wygodne — i stąd oszałamiająca kariera pieniądza jako substytutu relacji społecznych. Ale skutkiem tej kariery jest atrofia umiejętności nawiązywania, utrzymywania i rozwijania tychże. A to dla dzialalności rewolucyjnej jest gwóźdź do trumny.

Podsumowując, finansowanie działalności rewolucyjnej z pieniędzy zarobionych w otoczeniu państwowo-kapitalistycznym niesie trzy zagrożenia:

  • Uzależnienie od (świadomej i nieświadomej) hojności systemu i jego sprawnego działania, co obiektywnie zminiejsza motywację aby go uszkodzić lub zniszczyć.
  • Uzależnienie od sprawnego transferu pieniędzy z otoczenia. Wymaga to istnienia otoczki społecznej sympatyków i stronników, którzy — pozostając na codzień zanurzeni w otoczeniu państwowo-kapitalistycznym — zajmują się dostarczaniem uzyskanych tam pieniędzy do przestrzeni rewolucyjnej. Osłabia to motywację do przekształcania ich w aktywnych uczestników rewolucji, porzucających zewnętrze na rzecz życia w przestrzeni prefiguracji.
  • Uzależnienie od pieniądza: wygodnego medium, zapośredniczającego relacje współpracy społecznej, co prowadzi do zaniku umiejętności budowy tychże relacji.

Detoks i odwyk dla rewolucjonistów

Jeśli chcemy sobie poradzić z tymi trzema uzależnieniami, musimy — jak w każdej terapii — przedstawić sobie stan docelowy, rozważyć odtrucie (działania krótkoterminowe) i odwyk (długoterminowe).

Wolność od uzależnienia jest w istocie swobodą kształtowania relacji, zgodnie z wewnętrznymi dążeniami i wartościami, a nie z racji wpojonych przymusów. Oznacza to, że naszym ideałem będzie poddanie tych trzech elementów (poziomu wymiany ekonomicznej z wrogim otoczeniem, gotowości i zdolności przyjmowania “imigrantów wewnętrznych” oraz zakresu wykorzystywania pieniądza państwowo-kapitalistycznego) wyłącznej kontroli kryteriów etycznych i politycznych — co do ilości i co do jakości. Oczywiście każdy z tych elementów, w każdej konkretnej wspólnocie rewolucyjnej, może być i pewnie będzie różny. Rodzi to pytanie o mechanizmy mediacyjne, wymagane dla kohabitacji i kooperacji, ale to zdecydowanie wykracza poza ramy niniejszego tekstu.

Przejdźmy do rozważań o możliwościach działań krótkoterminowych, zmniejszających wymienione uzależnienia.

 1. Zmniejszenie wymiany gospodarczej z zewnętrzem.

Sa to działania popularnie (i błędnie) nazywane dążeniem do samowystarczalności. Błednie, albowiem jeśli potrzebujemy dziennie powiedzmy 3000 kilokalorii, to 3000 kilokalorii netto musimy SKĄDŚ wziąć. Jeśli nie w postaci pizzy dowiezionej z kapitalistycznej sieciówki, to w postaci gotowych dań ze śmietnika albo worka warzyw z antykapitalistycznej ekowioski. W ostateczności w postaci materiałów, czasu i energii koniecznych do zaprowadzenia i prowadzenia ogrodu warzywnego na dachu naszego skłotu. Ale materię i energie z otoczenia pobieramy zawsze. Wybieramy jedynie na jakich warunkach i z kim chcemy prowadzić wymianę. Nawet klasyczny dumpster diving jest wymianą, gdyż wydatkujemy czas i energię, zwalniamy na rzecz dostawcy przestrzeń w pojemniku a być może rownież zapewniamy niewinną rozrywkę personelowi ochrony.

To, co możemy zrobić, to ograniczyć naszą wymianę z wrogim systemem, dokonywaną na zasadach handlowych. Oznacza to, że potrzebujemy mniej pieniędzy, a także przeciwnikowi trudniej jest kontrolować strumień dóbr do nas płynących.

Metody są różne i możliwe do jednoczesnego zastosowania:

  • Ograniczenie własnych potrzeb
  • Efektywne wykorzystywanie materii i energii
  • Poszukiwanie, preferowanie i wspieranie antysystemowych dostawców
  • Pozyskiwanie zasobów niskoprzetworzonych i przetwarzanie ich we własnym zakresie (wymaga infrastruktury).

Należy pamietać (to zastrzeżenie będę powtarzać jak najczęściej) że nie chodzi o bezwzględne i ekstremalne realizowanie każdego z tych postulatów. Chodzi o świadome i swobodne określenie, na jakim poziomie powinno się je realizować, aby wynik był optymalny dla potrzeb danej społeczności rewolucyjnej. Inny poziom wybierze grupa radykalnych osadnikow-prymitywistów, inny — społeczność haktywistyczna, jeszcze inny zaś otwarta wspólnota skłoterska, porwadząca centrum społeczne.

2. Tworzenie wyspecjalizowanych kanałów transferu zasobów

O ile rewolucyjna społeczność nie jest z definicji w jakiś sposób ekskluzywna, to przeważnie może jedynie zyskać na przyroście liczby członków. I znów, nie jest to postulat bezwzględny, bo są różne modele dzialania. Ale w wielu przypadkach proporcje liczebności stałych członków społeczności do liczby aktywnych (wspierających materialnie) sympatyków w danym okresie wyznaczone są prostym równaniem:

Kst + (Lcz * Kcz) = Lsy * (Dsy – Ksy) + Din

Gdzie:

  • Kst — Koszty stałe utrzymania społeczności jako calości (niezależne od liczby czlonków i sympatyków).
  • Kcz — Koszty zmienne utrzymania, przypadające na jednego czlonka społeczności.
  • Lcz — Liczba stałych czlonków społeczności.
  • Lsy — Liczba sympatyków, wspierających spoleczność z zewnątrz.
  • Dsy — Przeciętny dochód z jednego sympatyka w okresie czasu.
  • Ksy — Koszt przypadający na jednego sympatyka w okresie czasu.
  • Din — Inne dochody społeczności (nie pochodzące od sympatyków).

Wynika z niego jasno, że im większy udział pojedynczego sympatyka w dochodach społeczności, tym mniejsza jest ekonomiczna motywacja do jego utraty (z racji odejścia, ale także z racji przekształcenia w stałego członka społeczności, nieprzynoszącego dochodu, a generującego koszty). Ogranicza to swobodę decyzji co do rozrostu społeczności, jako że własnie sympatycy stanowią naturalną bazę rekrutacyjną. Rozwiązaniem problemu może być zwiększanie liczby sympatyków, albo zwiększanie roli innych źródeł dochodów, generowanych bez ich udziału (a więc poprzez działalność członków społeczności). Zwłaszcza ten ostatni sposób może doprowadzić do sytuacji, w której konwersja kolejnego sympatyka na członka społeczności będzie przynosić korzyść ekonomiczną.

W tym kontekście najlepsze wydaje się dążenie do stanu równowagi, w którym decyzja o przyjęciu sympatyka do społeczności byłaby neutralna ekonomicznie.

Mając wstępnie opisane zależności, możemy teraz rozważyć krótkoterminowe sposoby dojścia do takiego stanu.

Podejście krótkoterminowe zakłada, że nie dokonujemy znaczących zmian w infrastrukturze (jak np. uruchomienie własnej produkcji żywności, czy działalności ekonomicznej skierowanej na zewnątrz).

Ogranicza to pole manewru do korzystania z tych samych źródeł materii i energii co dotychczas, ale ze zmniejszeniem roli sympatyków w łańcuchu redystrybucji.

Moim faworytem jest tu tworzenie wewnątrz społeczności wyspecjalizowanych grup, zapewniających dostęp do różnego rodzaju zasobów. Najczęstszym przykładem sa tu grupy pozyskujęce darmową żywność. Mogą to też być grupy fundraisingowe, pozyskujące zasoby pieniężne w dowolny, akceptowalny dla społeczności, sposób.

Z jednej strony odciąża to sympatyków i pozwala zblizyć się do opisanego powyżej stanu równowagi ekonomicznej. Z drugiej — cementuje społeczność poprzez długoterminową wspólną pracę dla wspólnego dobra. Zwiększa to również suwerenność społeczności, która dokonuje świadomych wyborów co do pozyskiwanych zasobów, ich źródeł i sposobów pozyskania.

3. Demonetyzacja społeczności.

Społeczność rewolucyjna z definicji nastawiona jest na zmiany w relacjach spolecznych. Dokonanie tych zmian, a co najmniej ich monitorowanie i świadoma ocena, wymagają określonego poziomu percepcji i umiejętności społecznych. Opisany wcześniej negatywny wpływ państwowo-kapitalistycznego pieniądza powinien zostać zredukowany do poziomu, jaki nie będzie upośledzal tego aspektu działania społeczności. Krótkoterminowe działania w tym zakresie mogą obejmować:

  • Uproszczenie i odizolowanie obiegu pieniężnego od reszty życia społeczności, poprzez wyznaczenie osób funkcyjnych do przyjmowania dotacji i ich rozliczania.
  • Zasadę “ostatniej deski ratunku” — używanie pieniędzy do zaspokajania potrzeb jedynie wtedy, gdy zawiodły wszystkie inne, poważnie wypróbowane, metody.
  • Aktywne zachęcanie sympatyków do wspierania społeczności w naturze, nie w pieniądzu.
  • Unikanie wewnętrznych rozliczeń pieniężnych. Samokształcenie w kierunku uzywania niepieniężnych miar wartości.
  • Poszukiwanie — w tej samej przestrzeni polityczno-społecznej — partnerówdo współpracy i wymiany niepieniężnej.

Wszystkie opisane powyżej działania można napotkać w praktyce. Celem tej części artykułu jest pokazanie ich w szerszym kontekscie, jako sposobów na odparcie cichej presji ze strony systemu państwowo-kapitalistycznego, jakiej podda na jest każda wolnościowa społeczność w nim zanurzona.

W kolejnej części artykułu skupię się na możliwych rozwiązaniach długoterminowych, zmieniających trwale sposoby interakcji z wrogim otoczeniem. Tymczasem zapraszam do dyskusji.

Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with: , , ,
Posted in Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: