Wojna i Pokój 101

Wychowałem się w mieście, w ktorym nie uczono nas ewakuacji. Baza dwóch flot wojennych, polskiej i radzieckiej; rejon koncentracji jednostek morsko-desantowych do uderzenia na Danię. Wiadomo było, że jak się zacznie, to dowiemy sie pierwsi, ginąc od uderzenia jądrowego. Dopiero następni będą mieli szansę. Więc nikt się nie wysilał.

Dorastałem, nieświadom jeszcze o co chodzi z wojną atomową, ale już bojąc się tylko jednego rodzaju śmierci — niewidzialnej, niespodziewanej, całkowicie obojętnej na próby stawienia jej czoła. Później dopiero dotarło do mnie, że wszyscy żyliśmy w jej cieniu. W każdej chwili, przez pięćdziesiąt lat — więcej niż dwa pokolenia — w każdej chwili niebo mogło zapalić się i pochłonąć tych szczęśliwszych z nas, pozostawiając pechowców, aby umierali powoli i w obrzydliwy sposób. W porównaniu z naszą bezradnością wyszydzane “szarże z szablami na czołgi” jawiły się jako podejście dość konstruktywne, choć może nieco zbyt optymistyczne.

Mnie osobiście nie tak poruszała perspektywa śmierci, co niemożność stawienia jej czoła, choćby w najbardziej symboliczny sposób. Poczucie, że byliśmy pionkami na planszy, manekinami na strzelnicy, zależnymi od wypadkowej decyzji ludzi, którzy nie tylko nie dbali o nas, ale wręcz nie wiedzieli o naszym istnieniu.

Po obu stronach żelaznej kurtyny ludzie dorastali w tym stanie wiecznego oczekiwania na śmierć, a zarazem poczucia całkowitej bezsilności. Od dawnego lęku przed bożym gniewem i “śmiercią nagłą i niespodziewaną” gorszy był lęk przed ludźmi, którzy dzierżyli klucze do atomowego piekła.

Po obu stronach władcy korzystali z tego lęku. Manifestacje i rytualne wezwania do walki o pokój po jednej, pompowanie pieniędzy w “Mutually Assured Destruction” po drugiej. Proxy wars, ustawki gladiatorów jednego imperium przeciw tym z drugiej strony. Tajne operacje zatruwające całe społeczeństwa. Morderczy wyścig zbrojeń, podcinający korzenie egzystencji całych narodów. Ekspedycje karne, dyscyplinujące tych, którzy nie chcieli oddać życia — codziennego, żmudnego życia — w służbę atomowych imperatorów.

A wszystko to w imię zapobieżenia wojnie. W imię pokoju. Bo wiadomo, jaka była JEDYNA alternatywa.

Słuchacze pytają: Czy będzie wojna?
Radio Erewań odpowiada: Wojny nie będzie, ale będzie taka walka o pokój, że kamień na kamieniu nie zostanie.

W prakseologicznej teorii walki istnieje pojęcie potencjalizacji. Polega ona na wywieraniu wpływu na przeciwnika poprzez groźbę wykonania działania. Nie jest bardzo ważne, czy działanie jest realne. Nie jest nawet ważne, aby to grożący owego czynu miał dokonać. Ważne jest, żeby ten, któremu się grozi, wierzył w realność zagrożenia i w to, że podporządkowanie się grożącemu owo zagrożenie odwróci. Na tym właśnie polegała strategia wzajemnego odstraszania między imperiami. Na tym polegała i polega strategia rządzenia ludźmi.

Globalna wojna atomowa przestała być realnym zagrożeniem. Ale sprawowanie władzy przez zastraszanie własnych poddanych ma się nadal znakomicie. Globalne ocieplenie, terroryści, muzułmanie, czarni, Rosja, faszyści, imigranci, komuniści, ludzkość, wirusy, demony, kosmici — ludzie są umiejętnie tresowani, aby zgadzali się na coraz okropniejsze rzeczy, w imię złagodzenia ich własnego lęku przed kolejnymi zagrożeniami.

Pytałeś mnie kiedyś, co jest w pokoju sto jeden. Powiedziałem ci, że sam wiesz najlepiej. Wszyscy wiedzą. Tutaj czeka cię to, co jest najstraszniejsze na świecie. […] Dla każdego człowieka co innego jest najstraszniejsze na świecie – dla jednego może to być pogrzebanie żywcem, dla drugiego spalenie, a dla trzeciego utonięcie, wbicie na pal lub dopiero pięćdziesiąty rodzaj śmierci. Czasami chodzi o coś bardzo trywialnego, co wcale nie powoduje zgonu. George Orwell, 1984

Ostatecznym celem tej tresury nie jest zaledwie uczynić z nas przelęknioną trzodę, chroniącą się w zagrodzie pasterza i wdzięczną zaganiającym ją psom. Celem jest uczynienie z nas wspólników władców. Abyśmy się sami — i nawzajem — zaganiali, strzygli, zabijali na mięso dla pasterza. Abyśmy wreszcie stali się wspólnikami władców: proszącymi, ŻĄDAJĄCYMI, żeby nasze najgorsze koszmary, najgorsze plagi spuścili na innych. W imię bezpieczeństwa. W imię pokoju.

Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak. Winston Churchill

Celem wojny nie jest wojna. Nie jest nim zniszczenie przeciwnika. Celem wojny jest władza. Władza nad populacją i zasobami przeciwnika. Władza nad populacją i zasobami sojuszników i stron neutralnych. Ale też umocnienie władzy nad własnymi poddanymi. Dlatego każde państwo jest gotowe użyć tego narzędzia. Najlepiej strasząc wojną. Prowadzenie wojny jest kosztowne, trudne i niepewne; w dodatku raczej trudno ją zakończyć w razie potrzeby (a dwa miesiące później zacząć na nowo). Znacznie taniej jest to wszystko rozegrać w wyobraźni zastraszonego i agresywnego ze strachu społeczeństwa.

Pokój był kiedyś wymarzonym stanem równowagi. Życiem bez uzbrojonych osiłków tratujących pola w imię tego czy innego pana. Jak grad, czy pożar, wojna przychodziła i odchodziła, pozostając obecna jedynie w modlitwach o ochronę od “powietrza, glodu, ognia i wojny”. Pokój niósł ze sobą tyle zajęć, tyle problemów i tyle radości, że nie było czasu rozpamiętywać tego, co i tak nie zależało od nas.

Dzisiaj pokój to jedynie poczekalnia wojny. Nie jest już żadną wartością konstruktywną. To zaledwie chwila przerwy miedzy jedną wyobrażoną śmiercią a drugą. Zwiędła marchewka zaledwie podkreślająca tęgość kija w procesie przekształcania nas wszystkich w ochocze mieso armatnie. Przerwa w torturach, abyśmy mogli w pełni sobie wyobrazić nasze cierpienie, gdy znów nam przystawią do twarzy klatkę pełną szczurów. Pokój naszych władców stał się narzędziem władzy, narzędziem upodlenia nas, narzędziem zabijania tych, którym pokoju odmówiono.

Są areny działań tak skorumpowane, że jedyną czystą postawą pozostaje na nich nihilizm. Takeshi Kovacs.

Nasze marzenie o pokoju zmieniono w narzędzie korupcji; narzędzie, ktore ma nas skłonić, abyśmy krzyczeli “zabijcie ICH, nie nas”. Narzędzie tak wyrafinowane i dopracowane, że prawie niemożliwe jest się mu przeciwstawić inaczej, niż poprzez odrzucenie samej przynęty — mirażu pokoju.

Dlatego odrzucam pokój jako najwyższą wartość. Pokój może być dobrem, ale bez wolności, bez moralności i bez miłości staje się pokojem 101, z którego wychodzimy kochając jedynie Wielkiego Brata. To nie jest pokój do życia.

room101

Pokój 101 w gmachu Ministerstwa Miłości. George Orwell “1984”

Advertisements
About

Turning stories into reality.

Tagged with:
Posted in Po polsku

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: