Dlaczego UBI

Dlaczego UBI (Uniwersalny Dochód Podstawowy) jest godzien wprowadzenia

Bardzo ciekawa dyskusja na temat relacji między pracą najemną i przydatnością społeczną (która to relacja już dawno przestała być ścisła i jednoznaczna) odbywa się teraz wśród młodego pokolenia (głównie poza Polską, rzecz jasna). Ludzie kończą szkoły i orientują się, że główny cel edukacji – przygotowanie ich do udziału w rynku pracy – był fałszywy podwójnie: rynek pracy kurczy się, a ponadto poprzednie pokolenie jest najlepszym dowodem, że taka właśnie formacja społeczna jest toksyczna.

DZIĘKI temu, że zorientowali się w oszustwie, zaczynają zadawać pytania i szukać innych form działania, które dadzą im poczucie sensu. Dość ciekawy (choć nie w pełni się z nim zgadzam) jest nurt poszukiwań widoczny na http://edgeryders.eu/the-edgeryders-guide-to-the-baltic – warto poczytać podlinkowane tam wątki. Dyskusja rozpoczęta pod hasłem “Co zrobić, żeby więcej młodych ludzi zagarnąć na rynek pracy” poszła w całkiem innym kierunku…

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że UBI jest sposobem na finansowanie niewyalienowanej pracy, tj. pracy nie będącej towarem rynkowym.

Fetyszyzm pełnego zatrudnienia (w skali mikro i makro) powoduje, że nie ma kto i kiedy wykonywać tej pracy, a nade wszystko, jej wykonywanie jest oceniane bardzo nisko w skali wartościowania społecznego.

W efekcie, społeczeństwa (zwłaszcza w naszym obszarze) zaczynają poważnie cierpieć skutki braku podaży pracy _społecznie_potrzebnej_ ale wyrzuconej poza rynek.

Próbowano tę pracę urynkowić (np. przeprowadzono szacunkową wycenę wartości pracy kobiety prowadzącej dom dla swojej rodziny), ale to nie zadziałało (śmiem się cieszyć z tego). UBI jest pójściem w drugą stronę.

jeśli wszyscy dostaną jakiś dochód, wszyscy będą mogli (a wielu zechce) wykonać trochę pracy nierynkowej. Jeśli ten proces się uruchomi, to po kilkunastu-kilkudziesięciu latach okaże się, jaki poziom równowagi ustali się między pracą rynkową i nierynkową. Obecnie dziejące się zmiany paradygmatu produkcji uzasadniają zbadanie możliwych zmian paradygmatu dystrybucji.

Naprzód disclaimer

Jednym z najczęstszych ataków, za to 100% demagogicznych, jakie pojawiają się przy tego rodzaju dyskusjach, jest wist w stylu “ale nie może być, że wszyscy” i jego wariant “ale je tak nie chcę”.

Żeby oszczędzić mitręgi, informuję, że nie proponuję dyskusji nad jedynym i najlepszym systemem. Powiem więcej – systemy społeczne, które mogą się wydawać znakomite w skali nawet średnio-dużej, ZAWSZE będą szkodliwe, jeśli miałyby się stać monopolami. Wytłumaczenie na żądanie.

Natomiast zarys tego, jak proponuję modelować interakcje między modelami,
wewnątrz metamodelu, znajdziecie opisany w felietoniku Pierwotna zupa polityczna, wcześniej w tym zbiorku.

Krótko: ŻADEN (nawet ten, który sam staram się praktykować) model społeczny NIE POWINIEN być dominujący, ani tym bardziej monopolistyczny. Więc z tym wątkiem dajcie sobie spokój.

Założenia i konwencje terminologiczne

W poniższym tekście staram się znaleźć fundamentalne uzasadnienie dla wprowadzenia krajowego – na skalę Polski – UBI (w najprostszej i najtańszej formie: bezwarunkowego, jednakowego dla wszystkich “pogłównego inaczej” – nieopodatkowanego, niezajmowalnego, automatycznie wypłacanego “na pesel”).

Podkreślam: szukam uzasadnienia – czyli wywodu, który pozwoli wyjść od pewnych założeń co do rzeczywistości i w zgodzie z nimi zaakceptować zasadność (niekoniecznie techniczną możliwość) takiego świadczenia.

Konkretnie poddaję badaniu spojrzenie na, że Polskę jako dobro wspólne (the commons – patrz poprzednia duża dyskusja http://pl.scribd.com/doc/127129074/Hakerzy-o-dobru-wspolnym), oraz (dla tych, którym nie odpowiada paradygmat Commons), jako własność społeczną – wspólne przedsięwzięcie gospodarcze.

Ponieważ analizujemy temat wypłaty finansowej, oczywiście rozumienie terminów wieloznacznych idzie – dla potrzeb tego wywodu – w stronę materialno-gospodarczą. Tak więc termin “Polska” należy tu rozumieć jako zestaw materialnych i niematerialnych składników majątku narodowego (nieco szerzej, niż majątek Skarbu Państwa), wykorzystywanych w sposób produktywny i generujących strumień pożytków natury materialnej.

Podejście pierwsze: Polska jako Dobro Wspólne (the Commons)

Struktura dobra wspólnego (patrz w tym zbiorku Dobro wspólne prostym językiem wyłożone), przypominam, to trzy nierozłączne komponenty: zasób (a to Polska właśnie), społeczność opiekunów (obywatele) i zestaw zasad rządzących relacjami związanymi z Commons (Konstytucja, na dobry początek).

Konstytutywną cechą Commons jest nienaruszalność i zakaz monetyzacji zasobu. Wynikać z tego będzie cel podstawowy działań opiekunów: zachowanie zasobu i przekazanie go w stanie niepogorszonym następnym pokoleniom.

Jednocześnie, strumień pożytków pobieranych z zasobu (bez uszczerbku dla celu podstawowego) jak najbardziej może podlegać dystrybucji (i monetyzacji), zgodnie z zasadami ustalonymi przez społeczność (w tym przypadku – ogół obywateli).

Mamy więc model, w którym sama przynależność do społeczności (obywatelstwo – obecnie głównie przez urodzenie) i spełnianie nałożonych przez społeczność obowiązków minimalnych (różnego rodzaju powinności obywatelskie) daje uprawnienie do korzystania ze strumienia pożytków, płynących ze wspólnego użytkowania zasobu.

Przypominam, że ważnym elementem rachunku ekonomicznego commons jest zasada solidarności, która – między innymi – anuluje stopę dyskontową jako czynnik decyzyjny. Powoduje to, że wyprzedaż majątku Polski staje się jawną niegospodarnością.

W tym modelu nie ma żadnych elementów, które implikowałyby zróżnicowanie dostępności do strumienia pożytków (wynagrodzenie za pracę i ponadstandardowe świadczenia dla społeczności pozostaje całkowicie poza tym modelem, ale oczywiście istnieje). Wręcz przeciwnie, powiązanie tych pożytków z zasobem, którym wszyscy, na równych zasadach, się opiekujemy, wyraźnie wskazuje, że udział w owych pożytkach także powinien być równy.

Pod pewnymi względami już tak jest. Pewne pożytki z Rzeczypospolitej są domyślnie jednakowo dostępne dla wszystkich: opieka konsularna, bezpieczeństwo militarne, udział w życiu politycznym – na przykład. Obywatel, dodatkowym kosztem (legalnym lub nie), może sobie zapewnić wyższy poziom owych świadczeń, ale poziom podstawowy jest dostępny dla wszystkich.

Nie wymaga żadnego naginania zasad dodanie do tego świadczenia finansowego. Po prostu kolejny pożytek, do którego, na zasadzie solidarności, ma prawo każdy obywatel.

Więcej, tak JUŻ SIĘ DZIEJE – wszyscy SOLIDARNIE odpowiadamy np. za dług publiczny RP! Oznacza to, (http://www.zegardlugu.pl/) że w samych odsetkach każdy obywatel płaci te 1300 zł rocznie. To jest właśnie nasz udział w (ujemnym, z powodu złego zarządzania) strumieniu pożytków finansowych.

Oczywiście, dokładną miarą owego strumienia pożytków byłby coroczny bilans gospodarczy Państwa, ale takowego się nie robi. Robi się rożne inne, oderwane od rzeczywistości (jak PKB) kalkulacje, które nie pokazują rzeczywistej efektywności gospodarowania zasobami Polski, ani też stanu dobra wspólnego.

Podejście drugie: Polska jako własność wspólna

Innym paradygmatem, który pozwala uzasadnić istnienie UBI jest przyjęcie, że Polska jest własnością zbiorową jej obywateli. W związku z tym, obywatelom, jako udziałowcom, należy się dywidenda. Jest to koncept, który daje słabszą ochronę długoterminową majątku (nie ma bezwzględnego zakazu jego prywatyzacji). Z drugiej strony, daje korzyści psychologiczne, bo współcześni lepiej się czują jako właściciele, niż jako tymczasowi użytkownicy. Zasadniczo, z punktu widzenia pojedynczego obywatela, różnica byłaby niezauważalna.

Z punktu widzenia makroekonomii pojawia się kategoria decyzji, wymagających wyboru między sprzedażą części majątku, a jego zagospodarowaniem w inny sposób. Poddanie zarządu majątkiem Polski regułom rachunkowości rynkowej spowodowałoby też wejście stopy dyskontowej do procesu decyzyjnego, a więc skomplikowanie analizy i oceny poza możliwości poznawcze przeciętnego obywatela. I to jest zdecydowana wada.

Wadliwy, czy nie, ten model także uzasadnia istnienie UBI (traktowanego jako dywidenda obywatelska), ze wszystkimi skutkami społeczno-politycznymi.

Oficjalne wprowadzenie kategorii gwarantowanego udziału w pożytkach z majątku publicznego (choćby w wysokości 1 PLN rocznie) spowoduje bardzo interesujące implikacje polityczne – z obowiązkiem rozliczania się zarządców majątku przed beneficjentami przede wszystkim.

Ponieważ taki zuniformizowany dochód i związana z nim sprawozdawczość dadzą się bardzo tanio wprowadzić, a jednocześnie realia są takie, że przez następne 10 lat UBI nie spowoduje masowego porzucania pracy zarobkowej, powód ogólnego oporu wobec koncepcji leży chyba gdzie indziej…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: